Za chwilę minie 11 lat od momentu, gdy rozpocząłem swoją przygodę z branżą ubezpieczeniową. Dopiero niedawno uświadomiłem sobie, że rok temu minął okrągły jubileusz – 10 lat – a ja nigdy go odpowiednio nie podsumowałem.
Postanowiłem to nadrobić. Ten artykuł będzie również początkiem nowej serii wpisów, w których będę wracał do wydarzeń, ludzi i doświadczeń, które miały największy wpływ na moją drogę zawodową.
Początek, który pamiętam do dziś
Choć minęło już ponad dziesięć lat, doskonale pamiętam swój pierwszy dzień w branży. Co ciekawe, trafiłem do ubezpieczeń bez żadnych negatywnych przekonań. Nie miałem gotowego obrazu tego zawodu – budowałem go sam, krok po kroku.
Od początku wiedziałem, że chcę pracować z ludźmi. Z jednej strony fascynowała mnie sprzedaż, z drugiej – możliwość realnego wpływu na życie klientów. Dziś wiem, że właśnie połączenie tych dwóch elementów sprawiło, że zostałem w tej branży na lata.
Kryzysy są częścią każdej drogi
Dziesięć lat to nie tylko sukcesy. To również chwile zwątpienia.
Pamiętam moment, gdy po kilku bardzo dobrych miesiącach przyszedł okres, w którym chciałem zrezygnować. Poszedłem do swojego dyrektora z decyzją o odejściu.
(…)
Zamiast przekonywać mnie słowami, zaproponował coś prostego: kupił kontakty i powiedział: „Jedziemy razem na spotkania”. Kilka dni później sprzedałem jedną z największych polis w swojej dotychczasowej karierze. Wtedy zrozumiałem, jak ogromne znaczenie ma wsparcie odpowiedniego lidera. Czasami jedna decyzja i jedna rozmowa potrafią całkowicie zmienić dalszą drogę zawodową.
Rozwój to największa przewaga tej branży
Bardzo szybko odkryłem, że w ubezpieczeniach rozwój nie jest dodatkiem do pracy – jest jej fundamentem. Miałem możliwość uczestniczyć w inicjatywach tworzonych przez ludzi, którym naprawdę zależało na podnoszeniu standardów naszego zawodu. Pierwszy krokiem był wspaniały okres udziału w początkach grupy, która następnie przerodziła się w Stowarzyszenie Bezpieczna Perspektywa z mentorem Ryszardem Zawadzkim. Później dołączyłem do grupy mentoringowej Top Gun prowadzonej przez Pawła F. Skotnickiego.
Od zawsze wychodziłem z prostego założenia: jeśli ktoś na tym samym rynku, z tymi samymi produktami i klientami osiąga znacznie lepsze wyniki, warto go słuchać. To podejście wielokrotnie procentowało.
Możliwości, których się nie spodziewałem
Nigdy nie przypuszczałem, że praca w ubezpieczeniach zaprowadzi mnie do roli trenera sprzedaży. Przez lata prowadziłem szkolenia w wielu miastach Polski, a później – dzięki spotkaniom online – mogłem pracować z agentami z całego kraju. Pełniłem również funkcję konsultanta produktowego. To doświadczenie nauczyło mnie czegoś bardzo ważnego – aby skutecznie uczyć innych, najpierw samemu trzeba poznać produkt na najwyższym poziomie.
Pierwsze roszczenie, którego nie zapomnę
Każdy agent ma historię, która zostaje z nim na zawsze. Dla mnie było to pierwsze zgłoszenie roszczenia po śmierci klientki. Pamiętam rozmowę z jej mężem, który nie potrafił znaleźć dokumentów, bo zawsze zajmowała się tym żona.
To był moment, w którym zrozumiałem prawdziwy sens naszej pracy. Nawet dobrze sytuowana rodzina potrzebowała wtedy finansowego planu B. Takich historii przez lata było znacznie więcej. Każda z nich utwierdzała mnie w przekonaniu, że sprzedajemy nie produkt, lecz poczucie bezpieczeństwa.
Największą satysfakcję dają ludzie
Jednym z powodów, dla których dziś najbardziej lubię swoją pracę, są osoby, które miałem okazję zaprosić do tego zawodu.
To ogromna satysfakcja obserwować, jak ktoś zaczyna od pierwszego spotkania rekrutacyjnego, a po kilku latach rozwija własny biznes, zdobywa pewność siebie i zmienia swoje życie. Mam poczucie, że w niewielu zawodach można mieć aż tak duży wpływ nie tylko na rozwój kompetencji zawodowych innych osób, ale również na ich rozwój osobisty.
Ludzie, którym wiele zawdzięczam
Przez te lata poznałem setki osób – agentów, menedżerów, dyrektorów, trenerów i specjalistów wspierających sprzedaż.
Każdy z nich zostawił po sobie coś wartościowego. Dlatego chciałbym podziękować wszystkim, z którymi miałem okazję współpracować. To dzięki Wam jestem dziś w miejscu, w którym jestem. Co więcej, wielu z tych współpracowników stało się moimi przyjaciółmi. To osoby, do których mogę zadzwonić zarówno wtedy, gdy chcę porozmawiać o sukcesach, jak i wtedy, gdy potrzebuję wsparcia.
Ostatnie trzy lata pokazały, że wszystko jest możliwe
Najbardziej zaskakuje mnie to, jak wiele wydarzyło się w ostatnich trzech latach. Rozbudowa zespołu, udział w programach mentoringowych i coachingowych, rola ambasadora MDRT Center for Field Leadership, wyjazdy zagraniczne, nowe projekty, duże wystąpienia publiczne, setki rozmów rekrutacyjnych i handlowych…
Gdyby ktoś trzy lata temu powiedział mi, że właśnie tak będzie wyglądała moja codzienność, prawdopodobnie bym nie uwierzył. Dlatego kończąc ten wpis, zadaję sobie jedno pytanie:
Gdzie będę za kolejne trzy lata?
Mam nadzieję, że wrócę wtedy do tego artykułu i z uśmiechem przeczytam go ponownie, dopisując kolejne rozdziały tej historii. Bo jeśli ostatnie jedenaście lat czegoś mnie nauczyło, to przede wszystkim tego, że rozwój nigdy się nie kończy.
